No.432011
>W latach 90., w okresie transformacji ustrojowej, w Polsce panowało duże bezrobocie i bieda. W wielu miastach, na blokowiskach i dworcach (szczególnie głośny był problem na Dworcu Centralnym w Warszawie), żyło mnóstwo tzw. "dzieci ulicy" – uciekinierów z domów dziecka i rodzin patologicznych.
>Ponieważ klasyczne narkotyki (jak amfetamina czy marihuana) były dla nich niedostępne i za drogie, młodzież i dzieci sięgały po to, co było najtańsze i całkowicie legalne: kleje przemysłowe (najsłynniejszy był klej do butów "Butapren") oraz rozpuszczalniki (np. "Tri").
>Jak to wyglądało? Klej wyciskano na dno foliowej reklamówki. Następnie osoba przykładała worek do twarzy i wdychała opary (związki lotne, głównie toluen). W żargonie nazywano to "wąchaniem" lub "kiraniem".
>Efekty: Opary powodowały bardzo szybkie, silne odurzenie, halucynacje, a także tłumiły uczucie głodu i zimna, co dla bezdomnych dzieci było formą ucieczki. Niestety, wdychane chemikalia dosłownie rozpuszczały komórki nerwowe. Skutkowało to błyskawicznym i nieodwracalnym uszkodzeniem mózgu, wątroby, nerek i częstymi zgonami z powodu uduszenia, zadławienia wymiocinami lub zatrzymania akcji serca.
dżizas
chyba o tym słyszałem jak byłem w podstawówce i bałem się wąchać klej który miałem w piórniku
No.432012
>>432011dosłownie polski krokodyl
No.432014
u mnie w podstawówce była taka patusiarnia, że można było znaleźć na boisku woreczki z klejem, które ktoś wcześniej uzywał do takich inhalacji xD
No.432048
fajnie musiało być gdy poszedłeś z kolegami z bidula zaszyć się na strychu w jakiejś ruderze po ciemku by ćpać klej a potem potykałeś się o ich zwłoki